WRÓĆ

O opłacalności języków obcych i językach niszowych #2


Czyli o językach niedocenianych i pomijanych. Niesłusznie. Mogą się okazać dużo bardziej dochodowe, a jeżeli połączysz to ze sporą dozą pasji to wychodzi świetny melanż!

Angielski, francuski, hiszpański, chiński czy rosyjski to taki mainstream czyli Justin Bieber, Michael Jackson i Modern Talking wśród języków. Robią furorę na całym (prawie) świecie. Języki głównego nurtu są bezpieczne, ponieważ stoi za nimi ogromna rzesza użytkowników i sporo rynków zbytu. Czy języki niszowe są mniej potrzebne i nieopłacalne? Śmiechnij mocno, jak ktoś Ci tak powie.

Zdecydowanie nie można powiedzieć, że nie warto uczyć się Fińskiego, Łotewskiego, Tureckiego czy Suahili. Używane są one rzadziej i zazwyczaj nie istniała ich ekspansja przy okazji wojen – tak w porównaniu do „głównych graczy”. Nie powinno się jednak lekceważyć tego jak ważnym jest znać takowe języki. Przyczyna jest prosta.

O opłacalności języków obcych i językach niszowych musisz myśleć w inny sposób!

Wspomniani w pierwszym akapicie artyści są znani mniej lub bardziej. W ich przypadku cena idzie w parze ze sławą, ponieważ im większy fame tym większe zarobki. Języki niszowe rządzą się innymi prawami. Wyobraź sobie teraz, że język angielski to taki duży tort na który rzuciło się milion biedaków-cebulaków. Każdy z nich dostał mały kawałek. Albo wcale. Z kolei język estoński to taki mały tort, ale chętnych do jego podzielenia jest jeszccze mniej. Paradoksalnie Ci drudzy opędzlowali większy kawał przepysznego crème brulée w sosie z opuncji. I jeszcze nie musieli się przepychać łokciami.

O opłacalności języków obcych i językach niszowych świadczy ilość specjalistów na rynku

Znając choć jeden język niszowy stajesz się specjalistą, który jest pożądany w wielu firmach – najczęściej na zlecenia i najczęściej te zlecenia są posypane sporą ilością złota i srebra. No bo skoro nie ma zbyt wielu ludzi, którzy mogą Cię zastąpić? Oczywiście, jest multum różnych czynników, które wpływają na ten stan rzeczy oraz fakt, czy naprawdę warto uczyć się danego języka niszowego.

Wiadomo już, że języka należy uczyć się z pasji i przekonania, że chcemy to robić dla siebie. Ale gdybyś miał wybierać to zastanów się i poszukaj:
- czy w danym kraju jest biznes,
- czy są w czymś pionierami,
- czy przypadkiem język nie jest na drodze do wymarcia,
- czy to nie jest „język niszowy” na który jest boom i jednak wcale nie będziesz kimś wyjątkowym.

Jest spora różnica między językiem estońskim a maltańskim. Na Malcie wszyscy już mówią po angielsku i jednak znajomość maltańskiego nie będzie potrzebna nikomu z zewnątrz (ewentualnie może przydać się do życia na tych wyspach). Z kolei Estonia to państwo silnie rozwijające się, mające świetne układy z całą Skandynawią. Biz kręci się tam coraz lepiej, otwierają się na kolejne rynki i w ogóle cacy. A przy tym nie mają języka angielskiego jako urzędowy, więc jego znajomość drastycznie spada (w porównaniu z taką Maltą, która jest pobrytyjską posiadłością).

Pomogłem? Mam nadzieję. Jeżeli jarasz się jakimś „zadupiem” i tak sobie myślisz, że fajnie by było znać język, ale po co mi on? – to przekmiń to porządnie. Najczęściej warto!

Podobnie warto będzie przeczytać mój kolejny wpis za dwa tygodnie.

Baj baj.