Przejdź do treści

#1 Czytam po angielsku „The Blade itself”, Joe Abercrombie

Skoro omówiłem naukę przez czytanie książek w tym artykule to chciałbym Ci, po czesci, zaprezentować jak to się odbywa. Omówię konkretną lekturę pod tym kątem! Przytoczę kilka cytatów z książki i po krótce je omówie. Na pewno Cię zaskoczę! Podam też parę słów z książki, które mogą się Tobie przydać w przyszłości.

Czytam po angielsku „The Blade itself”, Joe Abercrombie #1 CO NA TO SZKOŁA?

Książek po angielsku przeczytałem już sporo. Najczęściej sięgałem po fantasy pokroju Władcy Pierścieni, Gry o Tron, Wiedźmina itd. Czyli lektury raczej trudne. Zaczęło się to w liceum, kiedy to warto było w szkole oszukiwać i olewać nudne, nieaktualne, przez ćpunów pisane 200 lat temu lektury.

Całe szczęście żaden kretyński nauczyciel nie zdążył mnie za wczasu przestrzec:
„Ojojojoj! Tam będzie trudne słownictwo, może Ci być ciężko.”

Było trudne słownictwo – archaizmy. Co z tego? Zaczął działać system PZUZ: Przetłumaczyłem, Zapisałem, Użyłem, Zapamiętałem. Każda kolejna książka to z kolei dużo mniej czasu poświęcone na na zapisywanie słów – po prostu je znałem z innych książek. Pisałem w innym wpisie (link do artykułu “O mnie”)  o kierunku jaki sobie obrałem – praca z językami w oparciu o swoje zainteresowania. Na kolejnych etapach mojego życia po prostu uciekałem ku temu co lubiłem, bo to było moje pole które dobrze znałem.

Języki i fantastyka nie raz łączyły się później i dobrze to funkcjonowało.  Z czasem opowiem Ci o innych aspektach mojego życia i zobaczysz jak idealnie wszystko się zazębia jeżeli podążamy faktycznie za tym co lubimy robić i co sprawia nam przyjemność. Pamiętaj, że czas zainwestowany w tłumaczenie sobie słów z książki którą CHCEMY przeczytać to NIE JEST czas zmarnowany, nigdy.

Wolisz obejrzeć? Śmiało:

Czytam po angielsku „The Blade itself”, Joe Abercrombie
#2 O KSIĄŻCE, FABULE I POSTACIACH

Joe Abercrombie, “The Blade Itself” to pierwsza część trylogii „The First Law”. Właśnie o tej lekturze dzisiaj Wam opowiem.

Co do samej historii. Rozbrajający czarny humor i całkiem zgrabna groteska – jakbyście przyglądali się twarzy pięknej, roześmianej kobiety z wyprutymi flakami. Bardzo spodobał mi się sposób narracji – rozdziały dotyczące poszczególnych bohaterów pisane są zauważalnie innym stylem, który koresponduje z ich charakterem.

Mam wrażenie, że autor utożsamił się z kaleką, który jest jedną z głównych postaci – swoją drogą to mój ulubiony bohater. Jest to też jedyny bohater do którego głowy możemy wejść, gdyż jego myśli zapisywane są kursywą. Lubię ten zabieg. Tutaj w pewien sposób uwypukla on Gloktę, czyli wspomnianego inwalidę. Najśmieszniejsze i najbardziej interesujące rozdziały właśnie z tym powykrzywianym skubańcem, polecam.

O, przytoczę fragment w którym owy inkwizytor, Glokta torturuje więźnia:

„AAARGH!” screamed the Master of the Mints.
Now it dawns on him.
Glokta raised the cleaver once again.

Czyli sytuacja wygląda w ten sposób, że Glokta odrąbał paznokcie więźniowi jakby kroił ziemniaczki na talarki  i stwierdził sam do siebie: „Nooo, teraz mu zaświtało”. He, he. Przydatne i być może zaskaskujące słowo: dawn.

Dawn – brzask, świt. Uwaga, jest ono pisane przez A, nie O. Z kolei wyrażenie „it dawns on someone” oznacza, że „komuś coś świta”.

Inny cytat w którym sekretarz pyta Gloktę o umówioną wizytę:

„Do you have an appointment?” asked secretary.

You know who I am you self-important little shit.

“Of course” snapped Glokta, “do you think I limped all the way up here to admire your desk?”

Właśnie w tym cytacie widać jak świetny efekt można uzyskać zabiegiem stylistycznym, na który zdecydował się autor:

Glokta pomyślał: „Wiesz kim jestem, Ty zarozumiały gnojku”, ale powiedział ”Oczywiście, czy myślisz, że przekuśtykałem całą drogę by podziwiać Twoje biurko?”

Świetne!

Czyli ciekawi bohaterowie którym daleko do idealnych, pierdzących fiołkami i pięknych ludzi. Pod tym względem Abercrombiego zdecydowanie polecam fanom Gry o Tron. Z drugiej jednak strony świat nie jest specjalnie rozbudowany. Relacje postaci i historia również mogłyby zostać lepiej rozwinięte. Niektóre postaci opisano powierzchownie. Może się ten fakt podobać, może się nie podobać. Mnie pykło. Odniosłem wrażenie, że to co mam wiedzieć i to co jest ważne to mi autor zakomunikował. Akcja śmiga wartko i czyta się z zapartym tchem oraz uśmiechniętą mordką.

Czytam po angielsku „The Blade itself”, Joe Abercrombie
#3 STYL

Przyglądnijcie się pierwszemu akapitowi książki:

“Logen plunged through the trees, bare feet slipping and sliding on the wet earth, the slush, the wet pine needles, breath rasping in his chest, blood thumping in his head. He stumbled and sprawled onto his side, nearly cut his chest open with his own axe, lay there panting, peering through the shadowy forest.”

To są dwa zdania. Dwie kropki i sześć przecinków. To ważne, gdyż autor już na samym początku zamanifestował coś w sposób bardzo jasny… Otóż, niesłychanie ciekawym jest fakt, iż mężni angole dostają pierdolca jak czytają jego książki. Składnia, styl, sposób narracji – większość wyspiarzy uważa, że to wszystko dramat, a utwory Abercrombiego są aczytalne. Wystarczy zerknąć w Internet, serio.

Według mnie jest to sposób budowania zdań bardziej, nazwijmy to roboczo, słowiański: długie, rozbudowane zdania, więcej wtrąceń i swobodna zabawa tymi wtrąceniami. Z kolei język angielski to język do znudzenia prosty, o nieskomplikowanej budowie. Nie da się w nim bez trudu wykonywać tak złożonych zabiegów, a już tym bardziej z nieco większą trudnością przychodzi później zrozumienie tak skomplikowanego przekazu. Natywni użytkownicy języka angielskiego nie są przystosowani do takich zabaw. Reasumując, co zaskakujące: Abercrombie pisze w sposób bardzo trudny dla anglików. Jednak dla polaków znających angielski jego styl nie będzie problematyczny.

Czytam po angielsku „The Blade itself”, Joe Abercrombie
#4 SŁOWNICTWO, CO WIEDZIEĆ?

Po pierwsze i to bardzo ważne w kwestii czytania jakichkolwiek książek – warto zwrócić uwagę, że postaci są różnorakie. Możemy mieć do czynienia z pięknie wysławiającą się szlachtą, ale również z prostymi chłopami, rzezimieszkami, wojakami. To całkiem logiczne, że ich styl będzie się różnił.

Weźcie więc poprawkę na to, że wypowiedzi takich bohaterów mogą zwierać błędy – bo taka już jest natura wymienionych postaci! Zdecydowanie dodaje to realizmu czytanym dialogom. Np. “Spit all you like, but facts is facts.” – gdzie raczej uzylibyśmy “are” z racji liczby mnogiej. Dosłownie powiedziano: „Pluj się ile chcesz, ale fakty jest faktami” zamiast „… fakty są faktami”.

Podobne błędy najczęściej w odmianie czasownika „być” pojawiają się dosyć często w mowie niektórych bohaterów i to nie tylko w tej książce. Dlatego przy czytaniu książek w języku obcym warto mieć już dosyć wysoką świadomość językową i umiejętności gramatyczne.

Jak wspomniałem, fantasy to bardzo często formy archaiczne. Z archaiczną składnią nie mamy aż tak często do czynienia, a poz
a tym jest do ogarnięcia. Jednak pojawiają się problemy w momencie kiedy mamy do czynienia z archaicznym słownictwem.

Czytam po angielsku „The Blade itself”, Joe Abercrombie
#5 CZYM SĄ ARCHAIZMY?

Po krótce wyjaśnię Ci jednak parę kwestii o archaizmach. Archaizmy to słowa, które wyszły z użytku i są bardzo stare. Tak je kojarzymy. Często do tego samego worka wrzucamy słowa, które nie są typowo archaizmami, ale są „przestarzałe” (po angielsku „obsolete”). Faktycznie, różnica między archaizmem, a wyrazem przestarzałym jest słabo widoczna, więc osobiście ujednolicam i upraszczam tę kwestię. Po co sobie utrudniać życie?

Okej, ale czemu dany wyraz staje się archaizmem? Może to wynikać z:

1. przestarzałej formy wyrazu, np.; w angielskim „erstwhile” oznaczające „onegdaj”.  Aktualnie mówi się „formerly” czyli „kiedyś” .

albo

2. faktu, iż danego przedmiotu już się nie używa, dlatego logiczne, że jego nazwa już wypadła z użytku.

To wszystko jest bardzo ważne, jeśli również chcesz czytać książki w języku obcym, a szczególnie jeżeli chcesz czytać książki fantastyczne. Wielu słów w danej książce nie zrozumiesz nawet, jeżeli zobaczysz je w języku ojczystym. Dam Ci przykład: Czy wiesz co to jest KIRYS? Jeżeli na codzień nie naparzasz się metalowymi, naostroznymi kijkami zwanymi mieczami to odetchnij z ulgą – możesz nie znać tego wyrazu. „Kirys” to część zbroi ochraniająca korpus. Po angielsku całkiem podobnie „cuirass”.

Nie ma się czego bać. Słowo „cuirass” zostało akurat w książce wymienione przy opisie różnych części ekwipunku, które walały się w zbrojowni. Nie zniszczyłbym sobie odbioru książki, gdybym nie zerknął w słownik. Gdybym czytał po polsku uznałbym tak samo jak w angielskim: „hmm, wymienione są różne rodzaje broni i uzbrojenia rycerza – kirys to będzie coś z tego samego wora.” Czyli nie takie straszne te archaizmy, nie ma się czego obawiać!

Czytam po angielsku „The Blade itself”, Joe Abercrombie
#6 CIEKAWYCH WYRAZÓW KILKA!

Na koniec otrzymujesz ode mnie listę wyrazów, które mogą się pojawiać trochę częściej w książkach, a raczej nie znajdziesz ich w podręczniczku.

1. A sheath – pochwa, ta na miecz.

2. To totter – zachwiać się, potknąć, również spacerować (ale raczej chwiejnym krokiem).

3. To snap – trzask, pstryknać palcami ale często w książkach „powiedzieć” w taki charakterystyczny sposób, jakby trochę capnąć zębami – trzeba też skojarzyć z czyms pochopnym, nagłym, być może z utratą panowania nad sobą.

4. To gawp – gapić się, nawet brzmi podobnie.

5. To pad away – człapać, np. W zdaniu: “He padded away in the corridor.”

6. To mill – mleć a w rzeczowniku po prostu młyn. W książkach możecie spotkać je w kontekście tłumu ludzi: “He watched the people milling past” – wybrałem sobie akurat zdanie dosyć trudne do przetłumaczenia.

„Patrzył na ludzi kotłujących się za nim” – choć to słowo “past” tutaj jest bardzo trudno umiejscowione, gdyż określa czynność – czyli kotłowanie się w konkretnym kierunku, a nie miejsce w jakim się to dzieje.

Niezgrabnie brzmiałoby: “ludzi kotłujących się za niego”. No, takie tam problemy tłumaczy. Trzeba przekonstruować zdanie. Ale to tak przy okazji doskonały przykład tego, że nie ma co tłumaczyć dosłownie na język polski. Takie zachowanie to najgłupsza rzecz jaką możecie robić. Poruszę jeszcze kiedyś ten temat, na pewno.

7. A garb – ubiór, przyodzienie.

8. To fumble – babrać, gmerać.

„He fumbled his own steels” – Wygmerał swoje żelastwo, czyli niezdarnie wyjął swoje miecze.

„He fumbled with his dick too long and she grew annoyed.” – też mogłoby być świetnym przykładem idealnie trafiającym do kobiet.

9. To harry – dręczyć, nękać. Uwaga! Pisane przez A nie przez U.

10. A flurry – śnieżyca, zamieć.

I super zdanie z tymi dwoma słowami:

„He was harrying him with flurry of heavy cuts.” – Nękał go zawieją mocnych cięć. Albo jeszcze inaczej: „Nękał go szkwałem mocnych ciosów.”

11. To guffaw – rechotać. Zauważcie jak dużo ciekawych synonimów do prostych czasowników typu: to say, to look, to laugh. Takich wyrazów będzie pełno w każdej lepszej książce i warto się z nim zaznajomić!

Na koniec zostawiłem trzy niesłychanie inspirujace określenia pewnej, niekiedy zgrabnej, części ludzkiego ciała:

12. An ass – dupa

13. An arse – tyłek

14. A bottom of his back – spód jego pleców (tłumaczenie dosłowne)

Tyle. Sądzę, że temat dosyć mocno omówiony. Jestem ciekaw co sądzisz, czego zabrakło, czego mogłoby być mniej, a czego więcej przy opisie kolejnej książki!

Teraz jesteś świadoma lub świadom tego wszystkiego – a to pierwszy krok w kierunku zmian.

Uwaga!!!

Skorzystaj z limitowanej promocji na

darmową konsultację 1na1…


This will close in 0 seconds

Mateusz Stasica