← Powrót do bloga

Kto lepszy - nauczyciel czy praktyk?


W tym materiale poznasz perspektywę praktyka w zestawieniu z teoretyzowaniem, którym zbyt często jesteśmy raczeni w polskim systemie szkolnictwa. Jest też o tematyce mindset'u oraz powodach dla których w ogóle się wypowiadam!

Jeżeli chcesz o tym posłuchać to zapraszam do mojego PODCASTU (kliknij!)

Dzisiaj napiszę kilka słów o tym dlaczego w ogóle nauczam i jakie mam ku temu kompetencje. Delikatnie musnę tematykę metod w systemie edukacji i wspomnę pewne pozytywy tej nieciekawej sytuacji w szkolnictwie.  W tym wpisie znajdziesz odpowiedź na pytanie: Kto lepszy? Nauczyciel czy praktyk?

W internecie posłuchacie wielu naukowców, nauczycieli, poliglotów, trenerów, coachów językowych, psychologów. Na każdym kroku czeka na Ciebie profesjonalista – naukowiec, a nie jakiś wesołek, który ledwie skończył studia i nigdy nie przykładał się do nauki, a do tego myśli, że chwilkę popracował w korpo i jest z niego gość! No dobra, jeszcze pojechał popracować sobie za granicą, wrócił by rozwijać swoje zdolności w sprzedaży i poprowadził eksport w krajach afrykańskich na stanowisku managerskim.

Teraz założył coś w stylu szkoły, ale bardzo nie lubi tego słowa ponieważ uważa, że źle się ludziom kojarzy! No parodia! I taka właśnie osoba chce się wypowiadać? Taka osoba ma Ci przekazać coś sensownego? Masz czytać przemyślenia takiego kogoś? Czyli mnie? No ba!

 

Kto lepszy - nauczyciel czy praktyk?  #1 Mam Twoje flow

 

Co to oznacza, że mam Twoje flow? To znaczy, że nadajemy na tych samych falach. Prawdopodobnie. Wynika to z bardzo prostej kwestii: mało który nauczyciel jest sprzedawcą, jednak każdy dobry sprzedawca doskonale rozumie, że sprzedaż jest wszędzie, zawsze, cały czas. Nawet rozmawiając ze swoimi rodzicami „sprzedajemy” im informacje. Po co o tym mówię?

Mówię o tym, gdyż dobry sprzedawca to też dobry psycholog, gdyż sprzedaż polega na rozwiązywaniu problemów swoich klientów. Który nauczyciel rozwiązuje Twoje problemy? Nauczyciele, naukowcy, lingwiści uwielbiają swoje towarzystwo. Niezbyt często wysilają się na zrozumienie innych – to nie jest potrzebne w ich zawodzie. Oni mają zgłębiać wiedzę, a później ją prezentować, dlatego też inaczej patrzą na świat. Oni rozwiązują problemy sobie nawzajem, a "zwykli" zjadacze chleba nie są w ich "ekipie".

Co to znaczy ich "ekipa"? Kim jest zwykły zjadasz chleba? Zastanów się teraz Ty. Czy jesteś naukowcem? Lingwistą? Profesorem? Czy patrzysz na świat jak profesor? Każdy z nas, każdy człowiek jest inny. Wszyscy mamy inne modele model swojego życia, inaczej je postrzegamy, mamy kompletnie inne cele. Każdy inaczej rozumie to co dookoła niego się dzieje i prowadzą nas różne emocje.

Jednak możemy się bardzo łatwo poszufladkować. Ta lingwistyczna inteligencja to jedna szufladka. Poza szufladką jest tak naprawdę reszta ludzi, którzy w inny sposób wykorzystują języki. Ci wszyscy lingwistycznie inteligentni tego świata widzą rzeczywistość troszkę inaczej niż Ty. Niż my. Jesteśmy poza szufladką, bo my PRAKTYKUJEMY. Używamy. Język to dla nas narzędzie do zdobywania celów, a dla nich – język i jego badanie jest celem samym w sobie.

To tak jak z mechanikiem i rajdowcem. To, że ktoś zna każdy nawet najmniejszy element silnika nie oznacza, że będzie najlepszy na torze wyścigowym. Skracając: jestem Twoim rówieśnikiem i możemy łatwiej znaleźć wspólny język, podobne doświadczenia, przeżycia, czy życiowe cele. Moja perspektywa jest bliżej Twojej. A jeżeli należysz do tych wszystkich wykształconych w kierunku językowym to… POV! Zdecydowanie warto posłuchać kogoś o innym punkcie widzenia – to przecież bardzo rozwojowe! Polecam.

 

 Kto lepszy - nauczyciel czy praktyk?  #2 Zobrazowanie problemów szkolnictwa

 

 

System edukacji niestety ciągle działa w oderwaniu od rzeczywistości. Ci wszyscy naukowcy nie koniecznie mają na uwadze to, że zwykły człowiek postrzega świat inaczej i nie koniecznie musi widzieć np. struktury językowe. Nie koniecznie musi uważać, że fachowe nazewnictwo lingwistyczne jest mu potrzebne, albo  że znajomość wszystkich reguł jest potrzebna w komunikacji, że trzeba tworzyć perfekcyjne zdania, czy może znać miliony synonimów.

To co widzisz w szkołach jest spojrzeniem na daną problematykę według człowieka tak naprawdę oderwanego od Twojej rzeczywistości. To spojrzenie kogoś kto żyje tym. Żyje na przykład lingwistyką. Często taka osoba siedzi w obskurnym pokoiku, w kącie pomieszczenia stoi ciężkie, stare biurko, a na nim PECET z Windowsem '95. Ten ktoś je przy tym biurku obiad czytając słownik, pod prysznicem słucha wykładów Noama Chomskiego, a do snu czyta… słownik.

W porządku. Naprawdę to wszystko jest okej kiedy ktoś sobie samemu organizuje życie według własnego "widzimisię". Jednak potem taki znawca układa plan nauczania innych i narzuca im swoje przekonania, sposoby, swój punkt widzenia. Zawsze tak będzie, że osoba organizująca pracę komuś innemu narzuci swoje postrzeganie świata, dlatego powinniśmy wybierać. Należy lepiej wybierać zarządzających edukacją młodych ludzi.

Taki profesor z obskurnego pokoiku sądzi, że dzieci w podstawówce muszą wiedzieć:

 - jak nazywa się CZAS którego używają,

 - jaką ma STRUKTURĘ,

 - czemu ona taka jest,

 - czym się dany czas różni od każdego innego czasu.

 No, a odmieniony czasownik to jest oczywiście podstawa w komunikacji. Czy zauważyliście podobny schemat? Czy tak nie jest?

Śmietanka towarzystwa poklepuje się po plecach, bo swoje świetne pomysły przedstawiają innym naukowcom. Szara masa zwykłych zapracowanych obywateli widzi w przemądrzałych starych dziadach wzór i wiedzę na wszystko. Zapracowany obywatel potrafi zbyt łatwo zaufać. Ale stara ekipa dalej nie ogarnia Twoich, naszych realnych potrzeb. Odwalają jakiś teatrzyk w telewizji, przytoczą jakieś wątłe wyniki badań wykonanych na ich własne zlecenie, a np. jedyną reformą edukacji na jaką ich stać to zmiana nazwy poziomu edukacyjnego. Podstawówka, Gimnazjum… co za różnica? Ta wielka, rozdmuchana niby-reforma przyniosła jak na razie tylko chaos. No realnie, na miłość boską – jaki to ma wpływ na przekazywaną wiedzę, kształcenie i szlifowanie umiejętności?

Z innej beczki: w jaki sposób w systemie edukacji publicznej wprowadzamy wyniki najnowszych badań z zakresu psychologii nauczania, neurolingwistyki… cokolwiek?

Obecnie Ci wszyscy ludzie organizujący edukację, to jest, mam wrażenie, ciągle generacja, która przeżyła PRL i komunizm. PRLowskie, ograniczone myślenie to niestety jeszcze domena panująca wśród osób które w wielu miejscach rozdają karty – nie tylko w systemie edukacji. Jeżeli się ze mną nie zgadzasz, to zapraszam dla przykładu do jakiegokolwiek urzędu.

 

Kto lepszy - nauczyciel czy praktyk?  #3 Światełko w tunelu

 

Jasne, że są szkoły, gdzie jest młodszy dyrektor, trochę bardziej światowy i trochę bardziej ogarnia życie oraz fakt, że szkoła jest dla dzieci i młodzieży, a nie dla nauczycieli. Sam przyznaję, że na swojej ścieżce edukacyjnej poznałem sporo świetnych nauczycieli, którzy byli też wspaniałymi ludźmi.

Oni już dawno rozumieli to o czym dzisiaj piszę. Niestety, kariery nigdy nie udało się im zrobić. System w którym pracowali, który tworzyli, ich zabijał. Dlaczego? Ano, dlatego, że ich uczniowie rzadko osiągali doskonałe wyniki, rzadko byli laureatami konkursów. System ich zabijał, bo nie działali w pełni zgodnie z zasadami. Ale za to podopieczni takich nauczycieli odnajdowali w życiu pasję i w późniejszym czasie osiągali duże sukcesy – czy to na niższym, czy na wyższym szczeblu.

Cieszę się, że są takie osoby. Zdaje się, że takich edukacyjnych superbohaterów jest coraz więcej i więcej. Są to nauczyciele z głową na karku, a nie… między nogami.

 

Kto lepszy - nauczyciel czy praktyk?  #4 Gdzie w tym wszystkim ja? Czemu się wypowiadam?

 

Poza PRAKTYCZNYM doświadczeniem, które w skrócie przybliżyłem na początku wpisu jest jeszcze coś innego. Ja w cały ten nurt, tę rwącą, brudną rzekę publicznej edukacji zostałem wrzucony w dosyć drastyczny sposób.

Już jako bardzo młody chłopiec zacząłem świadome gromadzenie pewnych doświadczeń. Nienawidziłem przedszkola, bałem się go, starałem się uciec od takiej rzeczywistości. Jednak zrozumiałem po jakimś czasie, że się nie da i to dlatego się dostosowałem. W tamtym momencie nastąpiła ważna zmiana. Przedszkolanka pomyślała pewnie, że w końcu dojrzałem i się ogarnąłem. Pomyślała, że zmądrzałem, bo przecież wcześniej byłem GŁUPI. Zmądrzałem, bo inne dzieci mogły „normalnie” się zachowywać i nie miały nic przeciwko. To wcale nie było tak…

To było tak jak ze słowiańskimi poganami wyrzynanymi przez stulecia, by po kilku dziesięcioleciach i tak czcić swoje bóstwa.

To było tak jak z rusyfikowanymi i germanizowanymi polakami, którzy przez nakazy, zakazy i ataki czuli się polakami jeszcze bardziej.

Ja wiedziałem i czułem, że szkoła to nie jest normalne życie. Widziałem w tym coś co nie jest zgodne z naturą i naturalnym rozwojem. Wiedziałem, że nie dam z siebie zrobić trybika, dlatego zacząłem od najmłodszych lat zwracać uwagę na to co w tej całej szkole jest do dupy. Zacząłem czerpać co się dało, zacząłem się dobrze bawić i… oszukiwać. Dokładnie. System szkolnictwa jak nic innego uczy sztuki oszukiwania.

 

Jeżeli spodobał Ci się mój wpis i widzisz w nim wartość to koniecznie:

zapisz się do newslettera (kliknij!), aby nie ominęła Cię niszowa wiedza i promocje,

- udostępnij wpis swoim znajomym, którzy uczą się języków obcych.

 

Serdeczności,
Stasica